wtorek, 11 kwietnia 2017

Obchodzi mnie to!


X wrzuciła do sieci zdjęcie swojego brzucha dzień po porodzie. Jak śmiała nie mieć idealnej figury! Y z taaaaakim tyłkiem chodzi w legginsach, czy aby powinna? Z spamuje zdjęciami swojego dziecka na Facebooku. Aż tyle nas cudze życie obchodzi.



Internauci bardzo interesują się cudzymi zdjęciami. Skrytykować je można za wszystko: niemodelingowe ciało, dziecko, dzióbek, auto, miejsce, pożywienie. Jeżeli śmiesz pokazywać rozstępy, to wiedz, że zniechęcasz do macierzyństwa. Nie możesz udawać, że ich nie masz, frustrując się tak samo, jak pozostałe matki? 


Chyba jestem dziwna: niewiele rzeczy denerwuje mnie na FB. Serie nieudolnie obrobionych selfie czy monstrualne albumy zdjęć dzieci nie wywołują we mnie ani palpitacji serca, ani ataku wścieklizny. Natomiast osoby głęboko zranione takim zachowaniem lubią pisać internetowy savoir-vivre, zwłaszcza w postaci memów "Bądź jak...". A może kliknięcie "Nie obserwuj" przekracza możliwości ich znerwicowanego mózgu? Pozostaje współczuć.

Wybory i zachowania innych ludzi obchodzą nie tylko użytkowników Facebooka. Lekarze i farmaceuci mają wątpliwości co do decyzji pacjentów o nieposiadaniu dziecka w danym momencie bądź w ogóle. Minister Radziwiłł deklaruje, że złamałby prawo z tego powodu. Bo odmowa wypisania recepty na pigułkę "po" z powodu klauzuli sumienia jest bezprawna. Podobnie jak powoływanie się na nią przez aptekarzy w przypadku sprzedaży innych środków antykoncepcyjnych.

Medycy najwyraźniej sądzą, że skoro wierzą w Boga, to powinni wspomagać przyrost naturalny. Inaczej przyłożą rękę do nienarodzenia się nowego, niechcianego obywatela. To, że pacjent nie jest katolikiem lub świadomie nie przestrzega zasad wiary, już ich nie obchodzi. W końcu nie zmieni to życia farmaceuty. 

Wspólny mianownik tych sytuacji? Bynajmniej nie troska o bliźniego. Wbrew pozorom w tym momencie nie obchodzi nas cudze życie. Chodzi o własne samopoczucie, sumienie lub zakompleksienie. Bo przecież to nie jest ani nasza odpowiedzialność, ani cudza krzywda. Równie dobrze można uznać pytanie dresiarza "Masz jakiś problem?" za wyraz troski.

0 komentarze:

Prześlij komentarz