Z ironią lub żartem piszę o rzeczach nieoczywistych. Lub oczywistych, ale często umykających. Felietonada to blog publicystyczny o kwestiach polityczno-społecznych i stylach życia z lewicowego punktu widzenia.
„Ale jak to, mam podawać swój adres w CV? A jeśli ktoś weźmie kredyt na moje dane osobowe? Czy na pewno powinienem pisać o poprzednich miejscach pracy?” I tym podobne pytania czytam na forach, zastanawiając się, jakim cudem tacy ludzie chcą znaleźć zatrudnienie.
W najnowszym "Newsweeku" na jednej z grafik Henryka Sawki starszy pan (przedsiębiorca? parlamentarzysta?) mówi: "Walizki odbiera mi boy, który zna pięć języków. Recepcjonistka ma 2 fakultety i licencjat z filozofii na Sorbonie. Pokojówki i kelnerki są po UJotach, Eswupeesach i Esgiepisach... A Tatiana, którą zamówiłem na godzinę do pokoju ma doktorat z fizyki jądrowej! ...Strach pomyśleć co by było jakbym nie oblał matury!". Tymczasem studenci narzekają na odpłatność drugiego kierunku, a absolwenci masowo idą na studia doktoranckie i podyplomowe.