piątek, 11 sierpnia 2017

Agresja i poprawność, czyli o politycznej nieasertywności



Idziesz ze świecą protestować przeciwko reformie sądów. Następnego dnia dowiadujesz się od polityków, że jesteś spacerowiczem (w wersji light), ubecką wdową lub bydłem (wariant bardziej hardcore’owy). Czym sobie na to zasłużyłeś? Inną opinią.



A potem płacz, że społeczeństwo jest podzielone. O co właściwie martwią się publicyści? Czy
A. … wszyscy mają myśleć tak samo?
B. … osoby o różnych poglądach powinny lepiej dogadywać się ze sobą?
Dziennikarzom pewnie chodzi o to drugie. A politykom?


Czy to, że X się z nami zgadza, oznacza, że X nas lubi? Niekoniecznie. A jednak czujemy do niego sympatię i lajkujemy jego posty na Facebooku. Bo mówi to, co myślimy? Przypomniała mi się sytuacja ze szkoły. Kolega zapytał, o której będzie dzwonek na przerwę. Według mojego zegarka – za 5 minut, według koleżanki – za dwie. Kolega powiedział, że koleżanka ma rację. Mimo że nie mógł być pewien, o której faktycznie zadzwoni. Nieważne. Przecież osoba, która mówi nam milsze rzeczy, nie może się mylić.

A jak oceniamy ludzi wyrażających inną opinię? Dużo zależy od formy wypowiedzi: ustnej czy pisemnej, gestów, tonu, użytych słów czy emotikonów. Bo między „jestem przeciwny aborcji” a „jesteście morderczyniami” jest przepaść, nawet jeśli autorzy obu stwierdzeń mają to samo na myśli. W końcu obie strony mogą wyrazić swoje zdanie kulturalnie i szanować siebie po merytorycznej dyskusji. O ile potrafią (nie jest to powszechna umiejętność). Internetowy hejt nie jest esencją wolności słowa, tylko jej nadużyciem. Podobnie jak etykietowanie osoby, która śmiała pomyśleć inaczej, jako zdradzieckiej mordy czy kobiety wykolejonej.

Polityczna poprawność

Nie tylko brak szacunku dzieli. Problemem jest także unikanie dyskusji ze względu na polityczną poprawność. Krytyka polityki gospodarczej czarnoskórego prezydenta nie oznacza rasizmu, zwłaszcza gdy jest dobrze uzasadniona. A oskarżenie homoseksualnej pary o molestowanie dziecka nie musi być wyrazem homofobii i przesłanką do wniosku, że rzekomo wszyscy geje i lesbijki krzywdzą swoje pociechy. Nawet gdyby te zjawiska znalazły odzwierciedlenie w statystykach, to wcale nie znaczy, że dotyczą 100% ankietowanych i nieankietowanych.

Brak dyskusji nie uczy ani szacunku dla innych, ani kulturalnego wyrażania poglądów. Tylko kumuluje frustrację, która może znaleźć ujście przy urnie wyborczej (Akwizytorzy medialni). A potem publicyści się dziwią, że wybory wygrywa skrajna prawica lub lewica, Trump lub Kaczyński. Z drugiej strony tego zjawiska nie ma co demonizować. Bawi mnie przerażenie osób obserwujących lewicującą poprawność polityczną na Zachodzie, podczas gdy w Polsce problemem jest skrytykowanie patriotów z ONR.

Polityczna asertywność



Przedkładanie agresji nad zaprzestaniem dyskusji (lub odwrotnie) nie stanowi żadnej profilaktyki: ani przed konfliktami, ani radykalizacją nastrojów. Ilu ludzi wie, że można to wypośrodkować? Ile osób dobrze rozumie pojęcie asertywności? Zachowania asertywne polegają na poszanowaniu cudzych poglądów i wyrażaniu własnych w sposób nieuwłaczający godności innych osób. Nie jest to zachowanie wyssane z mlekiem matki, ale można się go nauczyć. Zamiast rozpaczać, że społeczeństwo jest podzielone.

0 komentarze:

Prześlij komentarz